Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blogowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blogowanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 lipca 2015

Blogowanie czyli czytanie. Prywatna strefa pogody.





Jest to nad podziw, jakim to trzpiotem czasem potrafię być, w dodatku w gorącej wodzie kąpanym.  Naiwni myśleli, że to przejściowe i kiedyś jednak z tego wyrosnę, ale nie ma się co oszukiwać  stara kreatura już ze mnie,  a pod tym względem nie zmądrzałam ani trochę. Były wprawdzie  jakieś próby nieudolne, żeby się poprawić, lecz nie warto ich chyba łączyć z wielką nadzieją rozwoju w tej dziedzinie. Skończyło się jak z próbą poskromienia mojego gadulstwa. Wytrwałam może z pięć minut.  Nie oszukujmy się: kozy w lwa nie przemienisz.  Dlatego, gdy zapaliłam się do blogowania, to zważywszy na mój dziki i niepohamowany entuzjazm, porównywalny z entuzjazmem mojego kota na widok szynki,  nie byłam pewna czy wiele dobrego z tego wyniknie.  A już na pewno nie przewidywałam, aż tak wielkich zmian – bo nagle odkryłam, do jakiej krainy szczęścia się dostałam. Fikam więc niczym pijany zając, z coraz większym uśmiechem, każdego dnia staję się bogatsza i chcę więcej, więcej i więcej. 
Blogowanie to też czytanie. 

Internet to też fajne narzędzie, a nawet bardzo fajne, o ile korzysta się z niego z głową i nie postanowi się pewnego dnia zrobić sobie selfie na linie zawieszonej między dwoma największymi wieżowcami. Zakładając bloga skupiamy się głównie na tym, ile to wspaniałych rzeczy będziemy mogli dać całym tłumom swoich ukochanych czytelników, o ile tacy są. A ja dziś trochę nie o tym. Są o wiele mądrzejsi i bardziej doświadczeni ludzie, którzy z pewnością wiedzą i powiedzą Wam, jak pisać, żeby Wam było dobrze, a tłumy waliły drzwiami i oknami. Ja zaś z mojego poziomu podłogi, chciałam pozachwycać się nieco egoistycznie - jak brać dla siebie całymi garściami. Jak czytać żeby się uszczęśliwić.

Zostań moim fantastycznym człowiekiem. 

Blogosfera to kraina marzeń, wielkie wiadro klocków lego. Możesz kształtować swój własny świat, a przede wszystkim poznawać naprawdę fantastycznych ludzi. O ile będziesz chciał. O ile będziesz traktował ich z szacunkiem, o ile dasz im coś z siebie i szczerze docenisz ich pracę. 
Mówią, że tylko rodziny się nie wybiera - ale to nie do końca prawda, bo irytujących ludzi niekoniecznie przez nas pożądanych spotyka się co dzień. Zrzędy, lizusy, życiowe ciapy, ciekawskie jaja, upierdliwi pochłaniacze czasu, mądrale i niewydarzeni żartownisie czy chamscy prostacy, ci z czubkiem nosa, co zahacza o chmury i ci - "chodź, opowiem ci jaki jestem bogaty". Mogą to być Twoi znajomi z uczelni, z pracy czy osoby, które spotykasz na przystanku. I jeżeli myślisz, że nawet przelotne spotkania z nimi na Ciebie nie wpływają, to wydaje mi się, że chyba się mylisz. Marudna pani w kolejce przed Tobą psuje Ci humor już od samego rana. Słuchając kolegi ze studiów, jaki to on nie jest wspaniały czy bogaty, zaczynasz się zastanawiać, czy z Tobą na pewno jest wszystko w porządku, a panikowanie koleżanki przed egzaminem, na który uczyłeś się tylko kilka godzin, bo stwierdziłeś, że to bułka z masłem, nie nastraja Cię mega pozytywnie. I nagle zaczynasz postrzegać świat przez pryzmat takich właśnie ludzi.
Nie znaczy to oczywiście, że wokół Ciebie nie ma super osób oraz tego, że w blogosferze nie znajdziesz, żadnego z typów spod ciemnej gwiazdy. Jednak tutaj, w internecie masz jednak większy wpływ na to, kim się otaczasz. 
Czytając blogi natknęłam się przede wszystkim na wspaniałych ludzi z pasją, którzy chcą się nią dzielić. Ludzi pomocnych, radosnych i inspirujących. 
Wiecie, jak kiedyś wyglądał mój facebook ? Mnóstwo zatrważających wiadomości ze świata. Powtarzanych po pięć razy. Zdjęcia nowych sprzętów moich znajomych. Tysiące informacji, kto się ożenił, kto obronił się na 5, a kto właśnie je jabłko i jest nieszczęśliwy, bo okazało się kwaśne. Wpisy typu "to już", w których nikt nie wiedział o co chodzi. Głupie, krótkie, nic nie wnoszące artykuły. Hejterstwo. 
Mój facebook teraz jest kolorowy. Zapełniony blogowymi wpisami interesujących mnie osób. Z Tajwanu. Z Anglii. Irlandii. O tym jak się odstresować. Jak można walczyć o szczęście. Jak nauczyć się szydełkować. Wpisów o Was. Pełnych humoru, wzruszających, skłaniających do działania.


Kopalnia wiedzy, hobby i pasji.

Wyobraź sobie pokój z mnóstwem z drzwi. Scena rodem z Alicji z Krainy Czarów, tylko, że tutaj nie musisz jeść żadnych magicznych ciasteczek czy też pić magicznych mikstur, żeby przejść przez którekolwiek. Zawsze chciałeś nauczyć się szyć ? Nie ma problemu. Hop i klik - o szyciu od podstaw. Chciałbyś zainwestować pieniądze na giełdzie, ale nie wiesz jak? Tu na pewno znajdziesz pomoc. Interesujesz się modą? Wystrojem wnętrz? Nie wiedz co zrobić na obiad? Chcesz znaleźć nowe hobby? Klik. Klik. Klik.
Dlaczego wolę takie blogi niż artykuły z gazet czy popularnych portali? Dlaczego warto zajrzeć nie tylko do fachowych książek, ale przede wszystkim tu? Bo Ci ludzie tym żyją. Bo w to co robią wkładają serce i naprawdę chętnie Ci pomogą. Bo się tym interesują od dawna i znają się na tym, co robią o wiele bardziej niż przeciętny dziennikarz, który musi napisać jeden artykuł na ten temat, a największym celem jest to, żeby gazeta się sprzedała. Osoby, które interesują się przez dłuższy czas jakąś dziedziną zawsze są na bieżąco. Rozwijają się. I dzielą. Ucz się od najlepszych!

Mów do mnie kulturą. 

Po skończeniu studiów z zakresu filologii polskiej i kulturoznawstwa, choć nie bardzo początkowo mogłam w to uwierzyć, ale w moim życiu zrobiło się jakoś dziwnie pusto. Kulturoznawstwo dało mi dwie najważniejsze rzeczy kształtujące moje obecne życie - wieczny niedosyt i narzędzia do jego wiecznego zaspokajania. Wertuję książki, oglądam filmy, kocham folklor, zatapiam się w muzyce, co jakiś czas łykam teatru. To wszystko jest jak hydra. Gdy utniesz jedną głowę, wyrasta kilka kolejnych. Zmienił mi się gust. Książki, którymi kiedyś tak się zachwycałam wydają mi się średnie, od filmów wymagam coraz więcej. I o ile dziury po studiach potrafię załatać zapełniając je nieznanymi i coraz to nowymi pozycjami, tak brak możliwości dyskusji na interesujące mnie tematy bardzo mi przeszkadzał. Na szczęście dotarłam tu. I wiecie co? Czuję się jak w niebie. Bo nagle znajduję ludzi nadających na tych samych falach. Nagle odnajduję coraz to nowe rzeczy do zbadania. Nagle jest z kim porozmawiać i nawet się pokłócić. Kulturalnie i na poziomie rzecz jasna. Nagle dowiaduję się o czymś czego jeszcze nie wiedziałam. Moje pole rozszerza się. I mam o tym komu powiedzieć. I jest mi z tym bardzo dobrze. I dziękuję Wam, że tu jesteście!
 
Codziennie o krok wyżej.

Zaczęłam żyć innym trybem. Zaczęłam wierzyć, że wszystko będzie dobrze, że życie nie jest takie złe, przestałam dostawać spazmów ze zmartwienia, jak to będzie. Odnajduję zagubione poczucie humoru. Kiedyś to było dla mnie nie do pomyślenia. Myśl pozytywnie - jak to łatwo powiedzieć! Teraz przychodzi mi to naturalnie. Patrzę na ludzi, którzy też się bali i którym się udało - i wiem, że ja też tak mogę. Uśmiecham się. I codziennie czytam coś inspirującego. Codziennie robię coś tylko dla siebie. Pracuję nad sobą. Nie tylko pisząc, ale właśnie czytając.

Sztuka brania - sztuką latania.

Nie bój się czerpać. To wszystko tu jest na wyciągnięcie ręki. Bierz i podziękuj. Nie rób tego bezmyślnie. Jeżeli lubisz kogoś czytać, po prostu mu o tym napisz. Daj coś z siebie. Szczerego. Dobrego.  Żeby ten od kogo to masz, nie był potem jak zwiędły kwiat. Stwórz sobie swoje miejsce - dobre miejsce. W którym będą fajni, mądrzy, pozytywni ludzie. Gdzie będzie mnóstwo inspiracji, gdzie będziesz mógł robić coś nowego. Wykreuj sobie swój mały azyl. Sam zobaczysz, nie minie chwila, jak przeniesiesz to do własnego życia. Pani w kolejce już nie będzie aż tak irytować. I okaże się, że ten świat trójwymiarowy za oknem nie gryzie. Że można do niego dużo wnieść i też dużo z niego brać.

I wiesz co później zrób? Wyłącz się z tego kącika. Na jakiś czas. Jest lato. Idź na łąkę. Nad wodę. Weź książkę. Wyłącz się. Poczytaj. Lataj. I wróć.


czwartek, 9 lipca 2015

Gdzieś w nas drzemie taka siła…




Gdy sparszywieję znów-zamknij się w sobie, zaciągnij rolety powiek, gdy sparszywieję znów - chwyć się cieniutkiej niteczki pewności, że minie – to minie. Był już poniedziałek, jest środa. Gdzieś właściwie umknął mi wtorek. Wydaje się, że spędziłam go odpędzając resztki niewyspania na jakiś muzycznych wyspach lat 80-tych i zaczytując się w bibliotekowych  specjałach. To by tłumaczyło poranne emocjonalne rozmemłanie i głupią potrzebę zrobienia retrospekcji  i rozpaczliwego łapania się później za głowę.

Panta rhei. I oby to była prawda, bo po zajrzeniu do moich tekstów  sprzed miesiąca albo dwóch wstecz, policzki płoną mi z gorąca i bynajmniej nie jest to spowodowane rosnącą lipcową temperaturą za oknem. Coś, co kiedyś wydawało się fajne, a przynajmniej sensowne - wydaje się później niewypałem.  Ostatnio pochłaniam słowa. Wsiąkają we mnie jak deszcz wsiąka w spragnioną wody glebę. Dotykam słów i staram się je kształtować, dostosowywać  do mojego przekazu, do mojej potrzeby. Czasami słowa się wymykają i czuję, że coś ważnego staje się nagle ulotne, nie do złapania.  Jak po ostrym biegu czasami braknie Ci tchu. Czasami też psuję słowa i strasznie mnie to boli.

Jestem już w zupełnie innym miejscu niż jeszcze miesiąc  temu, tydzień temu, niż wczoraj.  I to  miejsce będzie za miesiąc, za tydzień, za dzień już bardzo daleko. I nagle gdzieś zatrzymuję się, dopadają mnie wątpliwości. Czy ja się nie ośmieszam? Czy idę w dobrym kierunku? Może to, co teraz robię, czego próbuję jest po prostu banalne? Może tylko marnuję czas.  Robię coś gorszego niż oglądanie się wstecz – oglądam się na boki i mam wrażenie, że jestem jakimś feralnym elementem, który wypadł nie wiadomo skąd i zupełnie tu nie pasuje. Że inni są dalej. Czasami wydaje mi się, że jestem na poziomie przedszkolaka.

Wszystko płynie. I my się rozwijamy. Tylko nikt nas nie uświadomił, że ten rozwój kosztuje. Czasami wstyd, czasami  zwątpienie, czasami nieprzespane noce, czasami zaniedbanie jakiegoś innego elementu w naszym życiu. I moment, gdy przeglądamy swoje wcześniejsze projekty z myślą: jak coś takiego mogło wyjść ode mnie?! Chcesz to wykasować, spalić, a na pewno z tego zrezygnować. I nie przyznawać się do tego. Tylko nie zawsze uświadamiasz sobie, że to, co Ci się kiedyś tak podobało a teraz patrzysz na to z obrzydzeniem i przerażeniem, jest najważniejszym świadectwem, że Ci się udaje, że jesteś o jeden etap wyżej, krok dalej. Że to oznacza, że widzisz swoje błędy, że działasz już w innym stylu, że oznacza to, że Ci zależy.

Każdy w nas coś w sobie ma. Wcale nie jesteś taki szary i schowany, jak Ci się wydaje. Wcale nie jesteś sam jeden z innej układanki,  z innej bajki. Może każdy z nas po prostu jest innym fragmentem i nie musimy się nigdzie wpasowywać. Gdzieś w nas drzemie taka siła, o jakiej nie wiemy. Nagle okazuje się, że znajdujesz się w sytuacji, w której wcześniej w ogóle siebie nie wyobrażałeś i radzisz sobie. I okazuje się, że to pestka. Mała śmieszna pestka.

Mamy w sobie taką siłę… i mamy też pasję. Pasję, która prowadzi nas dalej przez ścieżkę. Bo jeżeli coś jest Twoim powołaniem, to samo do Ciebie przyjdzie. Prędzej czy później do tego wrócisz.  

Mamy w sobie taką siłę, która nie da nam się cofnąć. Która popycha nas do przodu. Która sprawia, że gdy przychodzi porażka, to po wypłakaniu całego rozczarowania, bierzemy się od nowa do dzieła. Mamy w sobie jakiś pęd do rozwoju.

Nie skreślajmy siebie. Nie dajmy też skreślić się innym. Słuchajmy krytyki, ale tylko konstruktywnej. Ktoś kiedyś powiedział, nie pamiętam już kto, że lepiej być na najniższym stopniu właściwej drabiny, niż na najwyższym niewłaściwej.

Wiecie, że The Beatles, kiedy poszukiwali kogoś kto w ich zainwestuje usłyszeli, że „ich brzmienie się nie podoba, a gitara wychodzi z mody”?

Każdy z nas ma w sobie wielką siłę. Więc pora wydobyć ją z siebie. Siłę i uśmiech. I nawet jak będzie ciężko, będą się z nas śmiali, a czasami będzie nam wstyd – nie zawracajmy z drogi! Ta droga dokądś prowadzi.


poniedziałek, 22 czerwca 2015

Czytelniku, jesteś Granicą. Etyka blogera, czyli żeby wilk był cały i owca syta.




Weekend, jak to weekend – minął szybko. Zresztą – nie od dziś wiadomo – wszystko co dobre szybko się kończy, na szczęście zostają po tym przemyślenia, które można szybko zanotować, zanim rozlezą się już zupełnie.  Tak więc,  wszystko zaczęło się od tego, że od jakiegoś czasu chodzą mi po głowie myśli, jak umeblować moje małe blogowisko, stworzyć odpowiedni klimat i czy taki w ogóle istnieje. Teoria sama w sobie, bo nie chcę tu nikomu prawić jakichkolwiek morałów i mówić, że to się powinno robić tak, a nie inaczej (zwłaszcza, że jestem jeszcze zupełnie w tym temacie zielona) -  raczej chciałabym znaleźć, jeszcze na samym początku jakąś drogę dla siebie. Gdzieś tam w głowie kłębiły się więc myśli. Przez dłuższy czas. Potem wpadli do nas nasi fajni znajomi. A jeszcze później wlazłam na fanpage Młodego Gentelmana, którego stałam się już stałym czytelnikiem, gdzie był link do wywodu Włodka Markowicza. Chyba zaczynam wyciągać z tego jakieś wnioski, i coś tam mogę dla siebie uformować. I zaczęłam rozkminiać – jak to naprawdę jest. 


Owca czy Wilk ? 

Bloger i Czytelnik. Więc, jak to właściwie jest. Nie oszukujmy się, nie tworzymy tylko dla nas samych. Chcemy być czytani. Chcemy się dzielić tym co zrobiliśmy, co przeżywamy, co myślimy. I myślę, że to jest chyba naturalne. To jest w porządku. To już mamy ustalone. Ale później mogą zacząć się schody. I sytuacje skrajne. 

Gdy bloger jest owieczką, staje się zdobyczą. Zabiegał o czytelników. Wypruwa z siebie flaki, daje z siebie wszystko. I kiedy ma już grono odbiorców, zaczyna się do nich dostosowywać. Zaczyna robić wszystko w ten sposób, żeby nie daj Boże, ten czytelnik nagle nie przemienił się w złego wilka, nie ryknął i nie odszedł. Pisze teksty, które się sprzedadzą. Organizuje konkursy. Produkuje się. Czytelnik zaś szczeka i krytykuje. I ma do tego prawo. A bloger płacze. Bo gdzieś tam zatraca siebie… i czy tak to miało wszystko wyglądać? 

Wspominając o wizycie znajomych staje mi przed oczami sytuacja rozmowy, kiedy wyznają oni, że „odlajkowali” swojego ulubionego blogera. I zrobili to z bólem serca. Widać, że nie chcieli. Ale uznali, że tak trzeba. I w zupełności ich popieram. 

Gdy masz już duże grono czytelników możesz być wilkiem. Czytają Cię tysiące. Stałeś się gwiazdą. Możesz szczekać. Robisz co chcesz. Totalna samowolka. Uważaj. Owszem, najlepsze teksty to podobno teksty kontrowersyjne. Dopóki woda sodowa nie uderzy Ci do głowy. Dopóki nie staniesz się najzwyczajniej w świecie chamski. Możesz mieć własne zdanie, pod warunkiem, że nie będziesz narzucał go innym. Że staniesz do konfrontacji. Że nie powiesz – w wolnym tłumaczeniu – „nie podoba Ci się? To spadaj”. Owieczka jest tylko zdobyczą. Jedną z kilkuset. Pamiętaj jednak, że za jedną owieczką pójdą następne. Bez czytelników nie ma blogera. Bez owieczek nie istniejesz. Więc zdobądź się na odrobinę szacunku. 



Czy jest Granica? I czy powinnam chcieć podbić Twoje serce, Czytelniku? 

Gdzieś tam jest. Jestem tego pewna. Cienka, płynna. I  niewidoczna. Z jednej strony zależy mi, żebyś tu zaglądał. Ale sam powiedz, czy powinnam to robić kosztem siebie? Zalogowałam się ostatnio w różnych grupach dla blogerów – po pierwsze, żeby wiedzieć co w trawie piszczy, po drugie żeby poznać innych i zobaczyć, jak oni sobie radzą. Znalazłam wiele wspaniałych rzeczy, dużo się dowiedziałam. Ale niektóre rzeczy pokazały mi, jak mocno można wypaczyć ideę tego, co się robi. Widziałam konkursy, w których nagrodą były komentarze na Twojego bloga, widziałam wciskanie, gdzie się tylko da adresu swojej strony i komentarze typu „Fajnie tu, zapraszam do mnie”. Naprawdę o to tutaj chodzi? O ilość? O wymianę? O kasę?

Czy powinnam stroić miny? Uwodzić Cię, żebyś ze mną został? Czy powinnam pisać o książkach, skoro już nikt ich nie czyta ? Albo lubisz książki innego typu niż ja? A recenzje mają mniejsze wzięcie niż na przykład notatka o modzie? A jeżeli ja chcę napisać o książce? A jeżeli chcę napisać choćby o swoim kocie ? A kogo obchodzi mój kot? 

Z pomocą przyszedł mi Młody Gentelman, który udostępnił filmik Włodka, znanego youtubera. Bo Włodek mówi tam takie słowa:

 mówi się dużo o tym, że robi się coś dla fanów, a to jest kompletnie zepsute podejście. I nie na tym powinno się bazować. To Ty masz robić rzeczy, które wypływają z Ciebie i Ciebie cieszą. I jeśli to, co Ty wyprodukujesz przy tym, jak Ciebie to cieszy, a przy okazji kogoś innego, to to jest ta magia. To o to chodzi. Jeśli Ty się dzielisz czymś, i ktoś inny podwąchuje to, czym Ty się dzielisz, to na tym tak właściwie wydaje mi się, polega sztuka.
 
I chyba tu jest kwintesencja. I chyba o taką magię mi tu chodzi. 

Twórczy chaos, celowość i autentyzm. 

W podręcznikach o blogowaniu piszą, że po pierwsze musisz sobie określić charakter swojego bloga. Ale ja nie potrafię chyba tego zrobić. Nie potrafię go zaszufladkować w żaden sposób. Mój blog jest moją terapią. Terapią na zło świata, marudzenie,  na zapach śledzi, na pęd tego wszystkiego, konwenanse i schematy, grymasy społeczne. Ten blog ma być moim kawałkiem. Jest moim wytchnieniem i chciałabym, żebyś i Ty z niego czerpał coś pozytywego. Sam sobie wybierz co. Pisanie ma być pasją, autentyczną pasją. I tak, pewnie będzie tu chaos. Ale mam nadzieję, że będzie to chaos pozytywny. Nie znaczy to jednak, że ma być to samowolka. Dlatego postanowiłam nakreślić sobie jakieś ramy, i jak zobaczycie, że od nich odchodzę – możecie śmiało pacnąć mnie w łeb. 

1.       Pisać tak, żeby nie musieć później wstydzić się tego co napisałam.
2.       Mając inne zdanie, nie ranić i nie oczerniać przy tym nikogo.
3.       Być przygotowanym na konfrontację. Bo nikt nie zawaha się rozliczyć Cię ze wszystkiego.
4.       Szanować swojego czytelnika. Cieszyć się z Niego. To on nadaje sens temu co się robi.
5.       Wierzyć w ludzi. Bo  ludzie są naprawdę niesamowici.
6.       Być sobą. Po prostu.
7.       Zrobić coś dla innych. Wysłane dobro wraca podwójnie.


A na końcu nadeszła piosenka. I plan na przyszłość -  czyli trochę brak planu. 




Cieszę się, że tu dotarłeś. Rozgość się. Zaparz sobie herbatę. Jeżeli czytając te bzdety chociaż raz się uśmiechniesz że życie nie jest takie złe na jakie wygląda - to znaczy, że mi się udało. Jeżeli spodobało Ci się tu i czujesz niedosyt, możesz kliknąć w Zamiast burzy na facebooku, a ja w zamian będę Ci zapewniać jeszcze więcej rozrywki! A jeśli chcesz i mi sprawić przyjemność, będzie mi miło, jak zostawisz jakiś ślad po sobie.