piątek, 24 lipca 2015

Obudź w sobie dziecko.


Przypomina mi się pewien dialog z Poza ciszą Jonathana Carrolla. Brzmi on mniej więcej tak:

Za­pytałam dziec­ko niosące świeczkę:
– Skąd pochodzi to światło?
Chłop­czyk na­tychmiast ją zdmuchnął.
– Po­wiedz mi, dokąd te­raz odeszło – od­parł. – Wte­dy ja po­wiem ci, skąd pochodzi.


Czy często wracacie do tych czasów kiedy byliście dziećmi? Bo przecież każdy z nas kiedyś nim był. Miał ulubioną lalkę czy ulubioną resorówkę, ulubione książeczki, piłkę, kolorowe kredki, kolorowankę. Świat wydawał się nam wtedy taki cudowny, taki ciekawy i taki… do zdobycia. Nasze życie było wtedy rozmarzone, rozbawione i co jest chyba naturalną u najmłodszych sprawą – kreatywne. Kolorowaliśmy świat i rozwijaliśmy się – stając się powoli człowiekiem, którego znamy teraz. Minęło bowiem kilka lat i nieszczęśliwie wydorośleliśmy. Do tego stopnia, że pod grubą skorupą doświadczeń i przeżyć czasami zapominamy, że cały czas jesteśmy tą samą osobą – że tkwi w nas tamto pełne optymizmu, ufności i nadziei dziecko.  I  może przyszła ta pora, żeby po trochu je z siebie wydobyć.

Optymizm i bezpieczeństwo.

To nie prawda, że dzieci nie mają problemów. Oczywiście, kłopoty, które wówczas mieliśmy teraz dla nas to pikuś, ale uwierzcie, że dla dziecka wcale takim pikusiem nie są. Moja babcia powtarza, że każdy ma problemy na swoją miarę. Dla Ciebie jest problemem kredyt mieszkaniowy, a dla dziecka to, że przegrał najładniejszą kulkę ze swojej kolekcji. I jest to dla niego tak samo ważne. Człowiek pamięta bardziej te lepsze chwile niż te gorsze, i może dlatego dzieciństwo do którego tak często wracamy myślami wydaje nam się jednym niekończącym się pasmem szczęścia. Jest jednak coś czym dziecko, którym byliśmy o wiele bardziej różni się od tej osoby, którą jesteśmy teraz. To nie problemy, ale jego podejście do nich i do świata.  Dziecko podchodzi do świata z optymizmem i jest to chyba naturalne podejście, o ile sami nie spowodujemy u niego kompleksów czy nie obniżymy jego pewności siebie.

 Ja chcę! Chcę sama! Zobaczysz, że mi się uda! Dobiegnę tam! A jak się przewrócisz? Nie przewrócę się! Chcę spróbować!

 A my? Ile razy zrezygnowaliśmy, ze strachu? Ile razy nawet nie chcieliśmy spróbować? Czego się boisz? Najwyżej przewrócisz się i potłuczesz kolano. A potem wstaniesz.

Dzieciństwo kojarzy nam się też z bezpieczeństwem. Był ktoś, kto na nas uważał, dbał o nas, na kogo zawsze mogliśmy liczyć i nie musieliśmy się o nic martwić. To też trochę wyidealizowany obraz. Dzieci też się martwią o swoich rodziców. Mama jest smutna? Tata jest chory? Co się jej stało?
Jesteśmy dorośli i owszem, nikt już nie prowadzi za rączkę. Sami musimy o siebie zadbać. Ale to nie znaczy, że nie możemy sobie zapewnić pewnego poczucia bezpieczeństwa. Jak? Otaczajmy się pozytywnymi, dobrymi ludźmi. Takimi, na których możemy liczyć. Takimi, którzy, gdy przewrócimy się i zbijemy kolano pomogą nam wstać. I sami też pomagajmy. Niech złe fluidy idą precz! Kiedyś nie mogliśmy wybierać, teraz już tak!

Szaleństwo i radość. Niech nuda idzie w kąt!

O! Jedziemy nad jezioro! I zobacz biedronka! O kotek! Mogę pogłaskać? Karuzela! Pójdziemy na karuzelę?! A do parku? A na huśtawki? Pobawimy się w chowanego? Zrobimy zupę ze świerszczy? Poprzebieramy się w śmieszne stroje?! Pójdziemy do zoo?

Dzieci mają tysiąc pomysłów na sekundę. Chcę spróbować wszystkiego. Łakną świata. Chciałyby latać. Nie boją się karuzeli, za to boją się łaskotek, mimo że je lubią. I nie chcą się nudzić. Kiedy się nudzą to są nieszczęśliwe. Wolą być aktywne. I wcale nie chcą szybko chodzić spać.

A my? Czas nam przelatuje przez palce i łapiemy się na tym, że nie robimy po prostu nic. Niby fajnie jest odpoczywać, polenić się... ale wyobrażasz sobie cały dzień leżeć i nic nie robić? To niedobre. A kiedy zrobiliśmy coś szalonego? Kiedy poszliśmy do zoo albo na huśtawkę? Kiedy robiliśmy coś co lubimy? To też odpręża. Kiedy cieszyliśmy się z małych rzeczy? Smak lodów? Słońce za oknem? Motylek?



Rozwój i kreatywność.

Dzieci się rozwijają. I chcą się rozwijać. Mają bogatą wyobraźnię i chętnie z niej korzystają. Dzieci lubią słuchać. Czytać. Opowiadają historie. I mają głód wiedzy: jak to się robi? A skąd to się wzięło? A co to jest?
Pasja to coś pięknego. Coś co uszczęśliwia. Zadbajmy o siebie. Żebyśmy nie stali w miejscu. Żebyśmy cały czas szli na przód. Byli codziennie o krok dalej. Doskonalmy się, to zawsze się przyda. Dla siebie. Będzie nam się lepiej żyło.


Marzenia i poczucie humoru.

Zauważyliście, że najmniejsi są czasami ogromne zabawni? I uwielbiają też ludzi z poczuciem humoru i dystansem do siebie? Do życia trzeba tak właśnie podchodzić. Ale nie z humorem sztucznym i wymuszonym. Bądźmy sobą. Nie bójmy się śmiać. Przestańmy chodzić wiecznie skwaszeni, śmiejmy się z samych siebie. Podchodźmy do życia z uśmiechem. Nie można być wiecznie poważnym. Dzieci to wiedzą.

Marzenia piękna rzecz. Szkoda tylko, że tak się ich boimy. Że się nie uda. Że to nie dla nas. Że nie mamy możliwości. Ilu z Was chciało być strażakiem, kosmonautą albo księdzem? Mój Marcin jak był mały chciał zostać emerytem. I jak dotąd nie ustaje w staraniach! Warto marzyć. I spełniać te marzenia. Pamiętacie, jak kiedyś wierzyliśmy, że nam się uda? I gdzie te marzenia? Gdzie ta wiara? Pozbawiają nas ich świat i ludzie?

Nigdy, ale to nigdy nie daj sobie wmówić, że czegoś nie możesz. Nigdy, bo jeszcze w to uwierzysz. Weź kartkę. Zapisz swoje marzenie na kartce. Pod spodem zrób tabelkę. W jednej kolumnie wypisz sobie dni tygodnia: poniedziałek, wtorek, środa... W drugiej  wpisuj co danego dnia możesz zrobić żeby być o krok bliżej do osiągnięcia celu. I codziennie to rób. A po wykonaniu zadania skreślaj. Małymi kroczkami, ale do wielkich celów. Tak jest o wiele łatwiej!

 Szczerość.

Dzieci do pewnego czasu w ogóle nie potrafią kłamać. Dzieci nie są fałszywe. Mówią co myślą. Jak im się coś nie podoba, to powiedzą Ci to prosto w oczy. Nie obgadują Cię za plecami. Otwarcie wyrażają swoją złość. Nie robią słodkich min, żeby się komuś przypodobać (chyba, że chodzi o słodycze, ale to się nie liczy). Nie boją się też chwalić, jak coś im się podoba. Konflikty dzieci, to konflikty otwarte. Bez ukrytego jadu i hipokryzji. Dzieci nie szufladkują ludzi po stanie ich portfela, po konotacjach rodzinnych, po tym kim są rodzice danego człowieka. Nie obchodzi je jaki uniwersytet skończyłaś.

Dzieci to my. Tylko trochę później. Ta mała dziewczynka w białej sukience czy tan słodki łobuz w krótkich portkach, gdzieś tam w Tobie tkwi. Trochę urośli, przytyli, zmieniły im się rysy twarzy. Więcej rzeczy lubią. Ukształtowało ich środowisko i ludzie, z którymi obecnie mają do czynienia. Powłoka inna, ale rdzeń zawsze będzie ten sam. Od czegoś się zaczęło i ten początek w Tobie jest. Wydobądź, więc to co najlepsze. Bez wahania. Na nowo odkryj w sobie dziecko.

I nie pozwól żeby to światło, światło z tej świeczki niesione przez Ciebie kiedyś, żeby ono kiedykolwiek odeszło. Nie pozwól.

16 komentarzy:

  1. Wspaniały tekst. Własnie sobie zdałam sprawę z faktu, że pomimo "czydziestu" lat wciąż jestem takim opisywanym przez Ciebie dzieckiem. Cieszę się z byle czego, z byle czego smutkuję. Nie udaję nastrojów. Nie udaję, że coś jest super jak jest ch...we :P
    Najgorsze jednak w tym wszystkim, że są ludzie - bardzo dorośli, którym takie podejście do życia wybitnie nie odpowiada.
    W poprzedniej pracy tak miałam - osóbkę nadzwyczaj sztywną, "dojrzałą". Moja osoba jej nie odpowiadała. Bo byłam szczera, bezpośrednia. Potrafiłam się śmiać, wściekać. Może i noszę za dużo emocji w sobie, lecz z pewnością nie potrafię nosić maski. To kojarzy mi się z taką dwulicowością - nie tylko w stosunku do innych, ale i do siebie.
    Postanowiłam pozostać sobą - pomimo licznych problemów, dzieckiem patrzącym i wchłaniającym świat jak dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak komuś nie odpowiada jaka jesteś, to... tylko i wyłącznie jego problem! :)

      Usuń
  2. Warto o tych wszystkich rzeczach orzypominać sobie od czasu do czasu. Wiek dziecięcy rządzi się swoimi prawami, dorosły swoimi, ale dopóki nie pozwolimy zabić rutynie i codzienności dziecięcego głosu w naszej duszy, dotąd jesteśmy szczęśliwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! I to jest bardzo ładne podsumowanie! :)

      Usuń
  3. Ale fajnie choć na chwilę poczuć się dzieckiem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda, że beztroska dziecka nie wynika z tego, że nie ma żadnych problemów, a raczej z tego, że zupełnie inaczej postrzega świat. Dziecko szczerze i bardzo cieszy się z tych drobnostek, o których dorośli tyle mówią: pysznego ciasta drożdżowego, puszczania latawców, lepienia babek nad brzegiem morza. Dziecko bezwarunkowo potrafi oddawać się chwili zabawy, jedzenia, oglądania bajek. Święta racja, że dzieci to my, tylko jeszcze nie wszyscy to w sobie odkryli :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze odkryć dziecko w sobie jak najszybciej - życie jest prostsze i piękniejsze! :)

      Usuń
  5. Bardzo wartościowy post :) Takie teksty motywują do dalszej pracy nad sobą. Uwielbiam czasem zrobić coś szalonego. I huśtać się na huśtawcę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam szalone rzeczy. Pozwalają uciec od codziennego marazmu! :)

      Usuń
  6. Piękny wpis :)
    A ja ciągle pielęgnuje w sobie wewnętrzne dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Pielęgnuj i wydobywaj :) Wspaniała sprawa :)

      Usuń
  7. "To nie prawda, że dzieci nie mają problemów. Oczywiście, kłopoty, które wówczas mieliśmy teraz dla nas to pikuś, ale uwierzcie, że dla dziecka wcale takim pikusiem nie są. Moja babcia powtarza, że każdy ma problemy na swoją miarę. Dla Ciebie jest problemem kredyt mieszkaniowy, a dla dziecka to, że przegrał najładniejszą kulkę ze swojej kolekcji. I jest to dla niego tak samo ważne. " - czytasz mi w myślach? Za każdym razem jak słyszę, że dzieci/nastolatki nie mają problemów, to aż się we mnie gotuje! Bo tak jak napisałaś - dla nas to może być błahe, a dla dziecka koniec świata!
    A na huśtawce byłam wczoraj - mój kuzyn ma na działce :D
    I nie zamierzam pozowlić, żeby moje dziecko odeszło! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czasem się zastanawiam, czy akurat ja nie powinnam tłumić swojego wewnętrznego dziecka? ;) Mój mąż ma do mnie dużą cierpliwość, gdy na spacerach zadaję mu pytanie z cyklu: co oznacza zielona kropka w kółku na chodniku? Mąż mnie zagiął i odpowiedział, że panowie robotnicy oznaczają taką kable pod ziemią, żeby wiedzieć gdzie są jak jest jakaś awaria... Ja mam dziwne pytania, ale najlepsze, że on zna najczęściej na nie odpowiedzi :) Co do radości życia, nadal biegnę na huśtawki, trampolinę i oczy mi się śmieją gdy widzę lody :) Jak mijamy psy to zawsze pytam właściciela, czy mogę pogłaskać (mąż już się nie zawstydza tylko uśmiecha). Każdy napotkany kot musi być przeze mnie powitany... każdy kwiatek i listek dotknięty tak już mam :) Teraz jako mama czuję, że jeszcze bardziej i bezwstydnie będę mogła wypuścić moje wewnętrzne dziecko razem z córką, żeby sobie trochę poszalało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie tłum go absolutnie! Tak jest dobrze :)

      Usuń

Cieszę się, że tu dotarłeś. Rozgość się. Zaparz sobie herbatę. Jeżeli czytając te bzdety chociaż raz się uśmiechniesz że życie nie jest takie złe na jakie wygląda - to znaczy, że mi się udało. Jeżeli spodobało Ci się tu i czujesz niedosyt, możesz kliknąć w Zamiast burzy na facebooku, a ja w zamian będę Ci zapewniać jeszcze więcej rozrywki! A jeśli chcesz i mi sprawić przyjemność, będzie mi miło, jak zostawisz jakiś ślad po sobie.



Google+ Followers

Follow by Email