poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Zaufaj sobie.



Miałam z Wami na dziś związane plany. Cała lista tematów spokojnie czeka. Zachciało mi się jednak jechać w weekend na wesele i chyba z moich planów nici. Jestem zmęczona, oczy mi się zamykają i nie chcę pisać nic na siłę. Nie chcę też jednak zostawić Was z niczym na poniedziałek.

Była już bajka o śwince, więc pomyślałam, że pójdę za ciosem i przytoczę Wam bajkę o orle. Niektórzy mogą znać wersję tej opowieści, jako tekst Anthony'ego de Mello, jednak prawdziwa wersja pochodzi ze starych bajek opowiadanych przez Indian i to właśnie tą wersję chciałabym Wam tu przytoczyć.  Myślę, że każdy wyciągnie z niej coś dla siebie. Oderwijcie się więc na moment od wszystkiego i posłuchajcie:

 
Indianie przekazują między sobą taką oto bajkę:
Do gniazda kury dostało się (nikt nie wie w jaki sposób) jajko orła. Matka, kwoka, wysiedziała je z czułością i cierpliwością, podobnie jak wszystkie pozostałe jajeczka. Nikt nic nie zauważył i kiedy z jajka wykluło się młode, wszyscy uważali je za wprawdzie trochę nieudane, ale jednak kurczątko.
Orzeł-kurczątko wyrastał w stepowej ojczyźnie, w rodzinnym gronie, otoczony braćmi i siostrami – stepowym drobiem. Stopniowo nauczył się wszystkiego, co kogut potrzebuje do życia. Potrafił grzebać prawą nogą w suchej gliniastej ziemi, pazurem złapać robaka, dziobnąć brata czy siostrę, kiedy ci chcieli mu znalezionego robaka zabrać. Nauczył się również w dozwolonej mierze figlować – z prawdziwym kogucim wdziękiem podskoczyć, zatrzepotać nieruchliwymi skrzydłami, przelecieć kilka metrów tuż nad ziemią i wylądować w tumanie skłębionego kurzu. Po prostu stał się z niego kogut, jak należy. Jego troskliwa matka, kwoka, nie musiała się za niego w niczym wstydzić. W ten sposób w kurzej wiosce pośród stepu żyli całe lata.
Dzień biegł za dniem, jeden podobny do drugiego, jak jajko kury podobne jest do jajka kury. Nic nie naruszało sennego rytmu godzin, dni, tygodni, miesięcy, lat i dziesięcioleci. Dopiero w starości Orła-koguta wydarzyła się szokująca rzecz. Wraz z przyjaciółmi grzebał nogą w czerwonej robaczywej ziemi na swym ulubionym miejscu, a tu nagle jego uwagę przykuł czarny punkt, poruszający się wysoko na błękitnym niebie. Chociaż jego stare oczy służyły mu już niechętnie, po chwili było dla nich jasne, że tam wysoko a niebie unosi się jakiś nieznany, majestatyczny ptak.
Serce starego Orła-koguta mocno zabiło, a ciało wypełniła nieznana tęsknota. „Ach, wzlecieć tak, wznieść się w górę na niedostępne wyżyny i swobodnie, jak ten szczęśliwy ptak, krążyć w niekończących się powietrznych światach...”. Nagle cały jego dotychczasowy świat wydał mu się nieznośnie pusty. Od rana do wieczora tylko monotonna walka o kawałek śmierdzącego robaka... Na co takie życie? Z zaskakującą pewnością nagle wiedział: „Byłem stworzony do latania. Moim domem nie jest ta sucha i wyschnięta pustynia, ale wysokie niebieskie niebo.”
Tym odkryciem podzielił się ze swymi robakożernymi towarzyszami. Ci jednak rozwrzeszczeli się gwałtownym śmiechem. „Czyś ty zwariował na stare lata?” – śmiali się i dogadywali mu. „Ten ptak tam w górze, to jest orzeł, rozumiesz– orzeł, on po prostu lata, bo nic innego nie umie. Ale ty? Wiesz, kim ty jesteś? Jesteś kogutem, a to więcej, niż myślisz. Orzeł jedynie buja w obłokach, no ty pewnie stąpasz po ziemi. Być kogutem – to wspaniała rzecz – natomiast spójrz na nas. Praktyczna mądrość to więcej, niż bezpłodne mrzonki... Jeśli za dużo myślisz o tym, czego nie możesz osiągnąć, przestaniesz się cieszyć z tego, co masz w zasięgu ręki. Przestałby ci się podobać step, kury, przestałyby ci smakować robaki, straciłbyś całą radość z życia. Daj spokój. Orła zostaw orłom, a sam bądź czym jesteś – kogutem.”
Bajka, tak, jak ją sobie opowiadają Indianie, kończy się smutno. Orzeł-kogut naprawdę (z punktu widzenia kurzej mądrości) zmądrzał. Wrócił do robaków, kur i pustynnego piasku i zapomniał o lataniu. Już nigdy więcej nie podniósł oczu do nieba, aby tam przypadkiem nie zobaczył tego strasznego ptaka. Umarł jak prawdziwy kogut z robakiem w dziobie.
 Bajka mojego i twojego życia może mieć jednak szczęśliwsze zakończenie.


Zaufajcie sobie. Przede wszystkim sobie. Nikt nie zna nas przecież bardziej niż my sami.

 
 

10 komentarzy:

  1. Dobrze napisane, często zostajemy przy czymś/ przy kimś/ gdzieś, co tak naprawdę nie należy do naszego świata. I to tylko z powodu najbliższego otoczenia. Zamiast rozpostrzeć skrzydła i odfrunąć, tkwimy w czyichś wyimaginowanych myślach. Zamykamy się. A my należymy tylko do siebie samych i nikt nie ma prawa przeżyć za nas naszego życia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Bardzo szybko ulegamy presji otoczenia. I bardzo ciężko czasami się temu przeciwstawić. Ale powinniśmy sobie uświadomić, że to przecież nasze życie i to jak żyjemy powinno być wyłącznie naszą decyzją! :)

      Usuń
  2. Brak zaufania do siebie to problem wielu ludzi. Poniekąd się nie dziwię, bo świecie, gdzie z każdej strony atakują nas różne wymagania, jest to po prostu trudne. Ale warto dążyć do tego - zwłaszcza, że życie mamy tylko jedno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Nikt nie mówi, że obędzie się to też bez błędów. Ale bez błędów nie ma progresu. :)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawa bajka. Nigdy jej nie słyszałam, a zaufanie do samego siebie to rzecz niezwykle ważna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładne. Przydatne. Daje do przemyślenia na dobranoc. Pozdrawiam z blogowej grupy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej taką bajkę przeczytać sobie właśnie na dobranoc :)

      Usuń
  5. dla mnie morał brzmi, że wychowanie i środowisko, w którym się obracamy ma na nas ogromny wpływ, więc rozważnie je dobierajmy pamiętając że ludzie mogą ciągnąć w górę, ale też w dół. nasze możliwości są prawie nieograniczone, ale sami możemy je sobie ograniczyć albo pozwolić, żeby ktoś je ograniczał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, trafiłaś tym komentarzem w sedno! Lepiej nie można było tego ująć! :)

      Usuń

Cieszę się, że tu dotarłeś. Rozgość się. Zaparz sobie herbatę. Jeżeli czytając te bzdety chociaż raz się uśmiechniesz że życie nie jest takie złe na jakie wygląda - to znaczy, że mi się udało. Jeżeli spodobało Ci się tu i czujesz niedosyt, możesz kliknąć w Zamiast burzy na facebooku, a ja w zamian będę Ci zapewniać jeszcze więcej rozrywki! A jeśli chcesz i mi sprawić przyjemność, będzie mi miło, jak zostawisz jakiś ślad po sobie.



Google+ Followers

Follow by Email