wtorek, 16 czerwca 2015

Osobno, żeby być razem. Co warto robić bez mężczyzny?




Feministki oczywiście powiedziałyby, że wszystko. Wiadomo, mężczyzna to takie niepotrzebne coś,  co tylko je, śpi, beka, pryka i skarpety mu śmierdzą. Od dawna jednak wykoncypowałam sobie, że feministką to chyba nie jestem i trochę inny światopogląd na miejsce tegoż podmiotu w moim życiu mam. Powiem więcej, uznałam nawet, że podmiot ten jest fajnym dodatkiem do kobiety, który ją wspiera, kombinuje co tu zrobić, żeby było bardziej lepiej niż gorzej, jest świetnym materiałem żeby się z niego pośmiać i nawet się o to nie obrazi. Nie generalizujmy więc, że faceci nie są doceniani. Przeciwnie – bowiem my kobiety, powiedziałabym, że doceniamy ich czasami do tego stopnia, że obyć się bez nich nie możemy i przyklejamy się do nich na 24 godziny na dobę. Nie potrzebni nam przyjaciele, znajomi, hobby, bo mamy faceta i możemy z nim robić naprawdę wszystko. Ałaaa. Tylko czy go to wszystko interesuje?


 A właściwie to co nam do tego ?
   sprawy tak niezbadane, że nie śniły się ani najstarszym filozofom, ani współczesnym bizneswoman, a i nawet Kuba Wojewódzki na ten temat się nie wypowiadał. Są bowiem takie sytuacje, kiedy warto działać samemu, przez co (wiem, to nie do pomyślenia), ale możemy wprowadzić jeszcze więcej radości i zażyłości w naszym małym, przytulnym, domowym gniazdeczku.
Co więc warto robić bez mężczyzny – trochę  z własnego przykładu, trochę z zasłyszenia:




BIEGANIE 

Fakt faktem moja kondycja pozostawia dużo do życzenia. Ale przecież, nie od razu każdy biega na 10 kilometrów albo zostaje maratończykiem. Wszystko w swoim tempie i czasie, no i ważne, że się staram, prawda? Poza tym nie mogę biegać bez muzyki. Podejrzewam, że mogłabym biegać bez butów, ale nie bez muzyki. No i… skoro bieganie ma odprężać, to wiecie, wyłączam się trochę. Myślę sobie o niebieskich, fioletowych a nawet różowych migdałach. Wybieguję stres z pracy, obawy o przyszłość no i… tak właściwie kompletnie czasami zapominam o tym, że biegnę.
 Pewnego dnia, kiedy zakładałam już buty i zbliżałam się ku wyjściu, Marcin stwierdza, że idzie ze mną. No dobra. Fajny pomysł. Przecież razem ZAWSZE raźniej.
Przedstawiam zatem mój monolog myślowy 5 minut później.
O matko. A jak on będzie biegł szybciej ode mnie? Nie nadążam. Motyla noga, biegam na poziomie przedszkolaka, a te żółte spodenki niezupełnie są twarzowe. Kurna… ta dziewczyna w tym obcisłym topie mnie wyprzedziła. Zaraz wyprzedzi Marcina. I dlaczego ten top do cholery jest aż tak obcisły?  A jak rozwiąże mi się but i będzie musiał zatrzymywać się i na mnie czekać? Zaraz odwróci się i z litością będzie patrzył na moją czerwoną, spoconą twarz. Może powinnam biegać jednak w pełnym makijażu… Widziałam takie utrwalacze, których podobno ani brud, ani kurz, ani śnieżyca ani nawet promieniowanie od UFO się nie ima. Ale jestem zmęczona. To dopiero tu? Przecież ja zaraz się zadyszę i przygryzę sobie ten język zwisający mi do pasa. Nie dobiegnę. Coooo? Co Marcin? Coooo mówisz? Że niby dlaczego mam przyciszyć muzykę? Przecież nie jestem wcale aż tak głucha! A… że but mi się rozwiązał…

ZAKUPY 

Tak, zakupy też przerabiałam. I wiecie co? Zakupy z facetem to żadna frajda. Jemu naprawdę niekoniecznie chce się koczować pod przymierzalnią i przynosić Ci: rozmiar większą niebieską sukienkę, te krótkie czerwone spodnie, dwie bluzki z kotem i kaszmirowy, łososiowy (jaki?! Przecież to się je!) płaszczyk. On naprawdę jest w tym momencie głodny, zeżarłby konia z kopytami i tylko z uprzejmości przysłuchuje się Twojemu dyskursowi z ekspedientką, która maska do włosów będzie lepsza – arganowa czy kokosowa. Dla kobiety zakupy to ma być przyjemność. W większości przypadków mężczyzna tak bardzo jest zainteresowany tymi zakupami, jak ty meczem albo boksem (oczywiście są wyjątki). Na zakupy weź przyjaciółkę. Spędzicie razem czas. Pośmiejecie się z facetów. Ona zrozumie, że nie wchodzisz do sklepu żeby kupić, tylko poprzymierzać. Tymczasem baw się na zakupach, zrób z tego rozrywkę!  Po faceta możesz zadzwonić, jak torby masz już za ciężkie. Albo gdy masz już wybrane buty i potrzebny Ci ktoś, kto Ci potwierdzi, że nie rozlecą się po pierwszym założeniu. Na pewno Ci pomoże. Gdy po prostu go poprosisz i nie potraktujesz Go jak przedmiot. A gdy w domu, zrobisz mu niespodziankę i zaprezentujesz się w nowej sukience, na pewno doceni! 


PLOTECZKI 
Wiecie jak facet wyobraża sobie piekło? Stolik bab i on jeden.  Załóżmy jakaś Basia, Asia, no i ON.
Basia:  Och, widziałam Olę! Jak ona przytyła. Rzucił ją ponoć ten jej dla jakiejś licealistki! Haaa! Dobrze jej tak! Zołza z niej była. Pipa przyczepiła się kiedyś do mnie na mieście. Ponoć te cycki to ona sobie operacyjnie powiększyła! Stać ją było, bo on tyle zarabiał..i z nosem do góry chodziła. Teraz ma. Słyszałam, że zmieniła pracę i teraz się do szefa przystawia
Asia: Zgadza się. Do mojej pracy się przeniosła. A tam to się liczy tylko ten kto umie w dupę wleźć. Tam człowieka w ogóle nie doceniają.  Ja na przykład tyle robię! Tak się staram. Lojalna jestem! Z moim wykształceniem tyle propozycji miałam. I zostałam. Tak bardzo tam teraz cierpię.
ON (nie wytrzymuje i nieopatrznie się odzywa): No to zmień pracę.
Kasia i Asia (w myślach): No głupi jakiś.

DO KINA NA ROMANTYCZNY FILM 
Nie no, możesz Go zabrać przecież. Przeżyje. Tylko nie zdziw się potem, jak w najbardziej ckliwym i romantycznym momencie usłyszysz obok swojego fotela chichranie, wybuch śmiechu czy wręcz niepohamowane pianie. Uważaj też, żeby nie zadławił się popcornem. Chrapanie też dopuszczalne. I kąśliwe komentarze. Sama wiem, bo też nie przepadam za tego typu kinem i solidaryzuję się tu w głębokim bólu z mężczyznami. Do mnie kiedyś też po „Zmierzchu” dwa dni koleżanka prawie się nie odzywała. Acha, i nie zdziw się też, kiedy jeszcze przed seansem On opowie Ci całą historię: poznali się, zakochali, ale jedno nic o tym nie wiedziało, w tle jakaś trzecia osoba, ale jednak prawdziwa miłość wygrała, potem jakiś kryzys, ale ostatecznie i tak wszystko zakończy się happyendem. Coś w ten deseń. No skubany, skąd wiedział?

NIE JESTEŚMY TACY SAMI 
I to jest oczywiste. Jednak czy naprawdę sobie to uświadamiamy? Fajnie mieć faceta, ale super też mieć własne zajęcia. A jak już mamy tego faceta, to… cieszmy się z tego i Go szanujmy. Miejmy własną sferę i niech oni mają swoją. Oczywiste niby. Ale widziałam, jak faceci cierpieli po „50 twarzach Greya”, jak byli zdesperowani, gdy naokoło nich kobiety trajkotały jak opętane, a wczoraj, gdy byłam na zakupach widziałam smutne spojrzenie kolesia, wlokącego się jak pies za swoją dziewczyną do każdego sklepu z rajstopami, stanikami i ciuchami. I mogłabym przysiąc, że burczało mu w brzuchu. Więc może nie do końca to takie oczywiste.
Może byłoby inaczej gdybyśmy przestały traktować faceta jak prosiaka, kanalię, idiotę który nic nie rozumie, któremu na nas nie zależy i w którym nie mamy oparcia. Może mogłybyśmy traktować po prostu faceta jak faceta – zrozumieć, że jest inny niż my, nie wszystko lubi i nie zawsze mu się wszystko chce. I miejmy też swoje sfery. Dla własnej satysfakcji i własnego zdrowia. Swoje chwile samotności. Bo w przeciwnym razie, któreś z nas może wypaść z tego przytulnego gniazdka, albo oboje bardzo szybko się sobą zmęczymy i odlecimy.



A Wy dorzucilibyście jeszcze coś do tej listy?

18 komentarzy:

  1. Napisałaś całkiem feministyczny tekst, a mówisz, że nie jesteś feministką. ;) Idea feminizmu jest taka, że kobiety i mężczyźni są równi wobec prawa, są tak samo ważni (ale to nie znaczy, że są tacy sami w sensie biologicznym) czyli stoją tak samo wysoko w hierarchii. Chodzi o to, że kobiety mają prawo iść do pracy, zarobić tyle samo, nie być traktowane przedmiotowo, mieć swoje pasje, swoje zdanie, a mężczyzna nie jest od rządzenia. Równi nie oznacza tacy sami. No i obie strony powinny się szanować. ;)

    Także podsumowując, o ile nie uważasz, że kobiety są od mężczyzn głupsze, powinny nie mieć swojego zdania, siedzieć w domu i usługiwać i zaspokajać swojego pana-mężczyznę to jesteś feministką!

    PS a poza tym odłamy feminizmu są różne - bardziej i mniej skrajne

    OdpowiedzUsuń
  2. O. nawet nie widziałam. Przyznam się, że chyba bardziej stereotypowo wcześniej postrzegałam feministkę! Jako ten rodzaj kobiety, który chodzi ze sztandarem krzycząc, że mężczyzna jest niepotrzebny i podobny do robaka! Ale to chyba jednak nie to. Chyba należy się doedukować! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wierz lub nie, ale na początku mój mąż lubił zakupy odzieżowe ze mną. Potem stwierdziłam, że ja sama nie znoszę chodzenia po sklepach i biegam coraz szybciej - wtedy wymiękł i uznał, że powinnam to robić sama. W efekcie raz na ruski rok idę do sklepu sama i coś tam na szybko kupuję.

    Natomiast również uważam, że pewnych rzeczy wręcz nie powinno się robić razem, nawet nie dla samej zasady, by robić pewne rzeczy oddzielnie., Po prostu różnimy się, i nieludzkim byłoby oczekiwać, że ta druga osoba będzie się męczyć uczestnicząc w tym, co kocha pierwsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, bo ja mojego Marcina też nieopatrznie wzięłam. Zrobiłam mu kanapki na drogę, ale nie pomogło :) No, cóż uczymy się na błędach. Potem odkryłam, że ja na zakupach bawię się o wiele lepiej sama i nawet już jak potem wyrażał umiarkowaną chęć, to Go nie brałam :)

      Usuń
  4. Z (nie)wspólnymi zajęciami trafiłaś w sedno - bo przecież w związku nie chodzi o to, żeby stopić się z partnerem w jedną nierozerwalną całość, lecz aby zachować siebie w czymś, co chce się budować razem. przecież nasza druga połowa nie zakochuje się w swoim odbiciu w naszej duszy, lecz w nas jako indywiduach... bla, bla, bla - można mnożyć banały, ale koniec końców fakt, nie warto wszystkiego robić razem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano. Mam też wrażenie, że im więcej różnic w nas i rzeczy, które "można mieć swoje" tym druga osoba ciekawsza :) W takim stopieniu w nierozerwalną całość, nie bardzo chyba można wytrzymać :)

      Usuń
  5. Zgadzam się z Tobą w 100%. Zakupy z moim mężem, jeszcze jak kupujemy coś jemu to we dwojkę sprawniej nam idzie. Natomiast jeśli ja sobie chcę coś kupić, on nudzi się już po 15 min. Zdecydowanie wolę robić zakupy, sprzątać, iść na plotki bez niego. Ogólnie mam taką zaletę, że obecnie pracuję z domu i lubię ten czas kiedy siedzę sobie przed komputerem w ciszy z kubkiem kawy i kotem a mój mąż wraca dopiero po południu. Jestem wtedy o wiele bardziej produktywna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, jak mój Marcin gdzieś wychodzi (Marcin nie czytaj dalej!), to nie umieram z tego powodu. Można się świetnie bawić z mężczyznami, ale bez nich też :)

      Usuń
  6. Faktycznie nie moze wszystkie robic zawsze razem. Facet do czasu bedzie znosil wszystko ale zawsze jest jakas granica zeby zaglaskac kotka.Tak czy siak i jednej i drugiej stronie potrzebna jest odrobina oddechu. Wg mnie albo sie nie znam albo nie da sie wszystkiego robic razem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się. Znasz się nad tym doskonale! :)

      Usuń
  7. Zakupy z facetem to koszmar, kazdy ciagnie w swoja strone, jeden (facet) jak najszybciej do kasy, ja kobieta jeszcze troche pobiegac po sklepie. Ale bieganie z facetem ma swoje zalety, jedna glowna bezpieczenstwo, jezeli biegamy w jakims parku, czy lasku. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ale wiesz... jakoś nie mogę w pełni korzystać z przyjemności biegania, jak truchta obok ktoś znajomy. To prawda, na pewno jest to bezpieczniejsze, ale chyba nie dla mnie. Staram się biegać raczej w bezpiecznych miejscach i w dzień i mam nadzieję, że wystarczy :) Poza tym... w sytuacjach ekstremalnych zawsze można zabrać ze sobą gaz pieprzowy :)

      Usuń
  8. Jak mam iść z moim mężem na zakupy, to jestem chora. Jest konkretny - idzie tylko po to, co potrzebuje, broń Boże wychylić się poza ustaloną listę zakupów. Ja za to lubię polawirować między alejkami, popatrzeć na jakieś nowości itp. A jak idę na ciuchy, to znikam na długo, a jego szlag trafia, że po co to przymierzam, czy na pewno jest potrzebne, po co tyle na raz i w ogóle. Ehhhh.... Faceci ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie :) Dlatego, nie ma jak koleżanka! :)

      Usuń
  9. Udało Ci się - uśmiechnęłam się :) I to nie raz i nie dwa! Bardzo trafne przemyślenia, uważam dokładnie tak samo. W każdym związku powinien być czas na bycie razem i bycie osobno :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudnie! I to jest właśnie to co dodaje mi sił i motywuje :) Dziękuję Ci!

      Usuń
  10. Z tym, że się nie obrazie jak się z niego będziemy śmiać, to chyba się jednak nie zgodzę ;) Może jeszcze sam na sam owszem, ale absolutnie nie przy innych!

    OdpowiedzUsuń
  11. No to jeszcze zależy na jaki temat i w jaki sposób się żartuje ;)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu dotarłeś. Rozgość się. Zaparz sobie herbatę. Jeżeli czytając te bzdety chociaż raz się uśmiechniesz że życie nie jest takie złe na jakie wygląda - to znaczy, że mi się udało. Jeżeli spodobało Ci się tu i czujesz niedosyt, możesz kliknąć w Zamiast burzy na facebooku, a ja w zamian będę Ci zapewniać jeszcze więcej rozrywki! A jeśli chcesz i mi sprawić przyjemność, będzie mi miło, jak zostawisz jakiś ślad po sobie.



Google+ Followers

Follow by Email