czwartek, 25 czerwca 2015

Obuchem w głowę, czyli poznaj Tochmana.




Kończy się czerwiec, choć ostatnio trochę w deszczu, nieuchronnie kojarzący mi się z początkiem wakacji, z dzikimi wycieczkami rowerowymi z moim tatą, truskawkami i książkami czytanymi na balkonie, na działce, w parku czy pod ukochaną czereśnią, która od kilku lat niestety jest już wycięta. I mimo że, z roku na rok czerwce stają się coraz bardziej dojrzalsze, co nie znaczy, że mniej zabawne, to są takie sprawy, które się nie zmieniają. A moje przygody z książkami na pewno do takich należą.  I mimo że czerwiec kojarzy mi się dość „lekko”, to nie chciałabym, żeby takie też było moje czytanie. Albo raczej tylko takie. 

Powinniśmy już trochę przywyknąć do tego, że jeżeli chcemy osiągnąć coś wartościowego, wzbogacić się w jakiś sposób czy to materialnie, czy też duchowo, to droga do osiągnięcia tego celu przeważnie nie będzie usłana różami. Powinniśmy mieć świadomość, że czasami możemy się męczyć. Będziemy zawracać, złościć się, zostawiać to w cholerę i zastanawiać się czy warto? Warto.

Fotografia pochodzi ze strony: http://darkroom.baltimoresun.com/2014/04/in-memoriam-20-years-since-the-rwandan-genocide/#1

Dlatego też po raz kolejny sięgnęłam po Tochmana. Tym razem po historię Rwandy, którą wcześniej już się trochę interesowałam. I jakkolwiek brzmi to niezbyt zachęcająco, bo – gdzie to jest i kiedy to było? I po co? Warto.

Wiecie – my Polacy bardzo często się porównujemy. Z racji tego co się dzieje w naszym kraju, cierpimy na jakiś kompleks niższości. Porównujemy się do Niemców, Anglików – jak to im jest dobrze i jak im się wspaniale żyje. A może powinniśmy wyłączyć ten schemat myślenia? Teleportować się na zupełnie inny poziom? ­­Pomyśleć przez chwilę, może zupełnie ABSTAKCYJNIE.

Na świecie dzieją się straszne rzeczy. Słyszymy o tym oglądając telewizję i jedząc spokojnie obiad. I cieszmy się, że możemy go zjeść. Oglądamy, jemy zupę, a po wyłączeniu telewizora informacje te samoczynnie zacierają się w naszym umyśle. Bo są daleko i nas nie dotyczą. Nie ma co się nad nimi zastanawiać.

A gdyby raz jeden trochę się  w to zagłębić? Spróbować stać się trochę bardziej wrażliwym, popatrzeć na coś z zupełnie innego punktu „siedzenia”? Spróbuj, a może nagle okaże się, że wcale nie jest tak źle, jak myślisz. Może nawet w ekstremalnym przypadku dojdziesz do wniosku, że w sumie, to jesteś szczęściarzem i więcej: że jesteś w takim miejscu i w takim czasie, że możesz pomóc komuś innemu.

Fotografia pochodzi ze strony: http://darkroom.baltimoresun.com/2014/04/in-memoriam-20-years-since-the-rwandan-genocide/#1


Z twórczością Wojciecha Tochmana pierwszy raz spotkałam się na studiach. Niekoniecznie jest to twórczość, którą można pokochać. Nie jest to cukierkowy „Dziennik Bridget Jones” czy „Zmierzch”. To reportaże, więc dostaje się po prostu obuchem w głowę. A wiadomo, że obuchem w głowę, żeby wszystko było w niej w porządku, od czasu do czasu trzeba dostać, dlatego wszystkim Tochmana polecam. Tochmana, który nie boi się mówić prawdy – do bólu. Który szczypie słowami. Który nie boi się rzucać nazwiskami i nie boi się konfrontacji. A przede wszystkim nie boi się prawdy. Który chwyta się tematów, o których się nie mówi. Który nie komentuje. I w zasadzie nie ocenia. Który pozostawia to czytelnikowi.

Nie będę Cię okłamywać. „Dzisiaj narysujemy śmierć” nie czyta się lekko. Nie jest to książka na plażę czy do jazdy tramwajem. Taką książkę należy wchłaniać raczej w ciszy. Taką książkę trzeba poczuć. I nie jest ona dla wszystkich.  Bo czy wiesz, jakie stanowisko w sprawie ludobójstwa przyjął polski kościół? Jak zachowywali się polscy żołnierze? Czy to wszystko na pewno jest historią skończoną? Co o tym w ogóle wiesz? I ważniejsze pytanie: czy chcesz wiedzieć? I po co Ci to wszystko? Oczywiście, o wiele prościej jest sięgnąć po jakiś bestseller. Zafona, Szwaję czy „50 twarzy Greya” (nie neguję, też się czasami należy, ale…). Mamy leniwe mózgi i z reguły wybieramy to, co prostsze, łatwiejsze, co sprawi nam czystą przyjemność, rozbawi nas, odpręży. Nie coś, co nas uświadomi i nie da nam przez trzy noce zasnąć. Coś co wejdzie w nas głęboko i być może nas zmieni. Ale może czasami po prostu trzeba? 

Może wystarczy cztery lekkie książki i jeden obuch? Może okaże się, że Twoje problemy, którymi tak się czasami przejmujesz, są po prostu śmieszne.

Bez względu, jaką książkę wybierzecie – jestem pewna, że będzie to dobry wybór, nie zależnie czy będzie to „Eli, Eli”, „Wściekły Pies”, „Schodów się nie pali” czy książkę, o której piszę tutaj dzisiaj „Dzisiaj narysujemy śmierć”. Książki objętościowo są cienkie, część nie ma pewnie nawet stu stron, można je czytać  (a nawet trzeba) etapami, więc wymówka z serii „nie mam czasu” nie bardzo jest tu na miejscu. Język jest prosty, oszczędny, więc nie bójcie się jakiejś mowy trawy.


Jeżeli chodzi zaś o tematykę samego ludobójstwa Rwandy, gdyby ktoś się jednak zainteresował, to przy okazji mogę polecić dwa filmy : Hotel Rwanda i Czasem w kwietniu.  Warto. Szczególnie ten drugi.  I co ja będę dużo pisać. Przeczytajcie. Obejrzyjcie. 

 


A jeżeli chcecie trochę przedsmaku, to podaję dwa linki: 

1. Zdjęcia z Rwandy 

2. Próbka Tochmana - nie jest to fragment książki, ale zupełnie odrębny tekst nawiązujący do tematu. Mocno rozwinięty. Raczej dopełnienie do tekstu głównego. Wątek tylko nawiązujący do udziału Kościoła, w książce jest to tylko jeden z tematów. Książka oczywiście lepsza.

 

Ania Poleca.
 

Fotografia pochodzi ze strony: http://darkroom.baltimoresun.com/2014/04/in-memoriam-20-years-since-the-rwandan-genocide/#1

 

6 komentarzy:

  1. Chciałabym bardzo, aby nigdy nie miały miejsca żadne np...

    http://pozytywnie-nastawiona.blogspot.com/2015/03/zamachy-i-ataki.html, a zamiast tego zapanowałaby...

    http://pozytywnie-nastawiona.blogspot.com/2015/03/pokoj-i-miosc.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uda nam się zniwelować całego zła. Tego się po prostu nie da zrobić. To co możemy jednak uczynić, to po pierwsze się od tego nie odcinać. Pamiętać. I mówić o tym. Tochman w swoim artykule (to ten w linku) pisze tak:

      "Mam się powtarzać? Tydzień nad tym dumałem. Ile można wałkować to samo? Ludzie mogą mieć dość. Świetnie to rozumiem. Ale też wiem, że ci, którzy to zrobili, takiego właśnie zniecierpliwienia od nas oczekują. Znudzenia, milczenia, zapomnienia."

      Usuń
  2. Tochmana poznałam dawno temu na studiach. Faktycznie nie należy do lekkich. Ale za to jaki ciekawy. Przypomniałaś mi o nim.... chyba muszę do niego "wrócić". Dziękuję Ci bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie :)

      Usuń
  3. Na pewno przeczytam. Trzeba mówić o takich rzeczach - nie wolno zapominać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam gorąco! :) Jak się już raz przeczyta Tochmana to na takie sprawy się patrzy inaczej. Gdybyś miała problem z odnalezieniem książek - postaram się pomóc! :)

      Usuń

Cieszę się, że tu dotarłeś. Rozgość się. Zaparz sobie herbatę. Jeżeli czytając te bzdety chociaż raz się uśmiechniesz że życie nie jest takie złe na jakie wygląda - to znaczy, że mi się udało. Jeżeli spodobało Ci się tu i czujesz niedosyt, możesz kliknąć w Zamiast burzy na facebooku, a ja w zamian będę Ci zapewniać jeszcze więcej rozrywki! A jeśli chcesz i mi sprawić przyjemność, będzie mi miło, jak zostawisz jakiś ślad po sobie.



Google+ Followers

Follow by Email